Książkowa sztuka – wersja Aniowa

Witaj, świecie. Ten post miał być o czymś zgoła innym, i miał się pojawić przed końcem zeszłego tygodnia. Już tłumaczę, dlaczego tak się nie stało. Ale spoko, historia nie będzie specjalnie długaśna ;P Otóż, jak Wam mówiłam, pojechałam na wieś. I tak – jest internet – ale strasznie powoli działa, przez co nie ma mowy o płynnym – a co za tym idzie – częstym – pisaniu postów na bloga… Próbowałam się podratować naszym modemem/routerem (jak zwał tak zwał), lecz on też nie otwiera przede mną szerokich, pięknych horyzontów na długie, piękne (heh :P) wpisy. Ten miał być o kolejnym wierszu, który mnie zaintrygował, ale prędkość internetu jest tak zabójcza, że mało co można znaleźć czy wyszukać. Szukajmy pozytywów – dzięki temu mam więcej czasu na czytanie i blisko 800-stronicowa Czara Ognia nie zajmuje mi nawet tygodnia, a pamiętacie chyba, co Wam ostatnio mówiłam (mini podpowiedź: recenzja jakiejś książki) :D

Wracając do tematu, ze względów i powodów nie do przeskoczenia (a przynajmniej na razie, Ula The Programista jest w toku działań), przygotowałam dziś coś luźniejszego. Jest to tag o wdzięcznej nazwie Książkowa Sztuka. Jak pewnie się domyślacie, będzie on poruszał kwestię tego, jak wydawane są książki. W tym przypadku będą to tylko utwory Maud, bo postanowiłam nie robić z tego notki ogólnoksiązkowej. Zatem do dzieła!

 


 

Najładniejsza okładka pojedynczej książki

Tutaj, powiem Wam szczerze, miałam pewien problem, bo Ania nie jest pojedynczą książką, tylko przecież całą serią. W końcu jednak wybrałam najnowsze chyba wydanie Klimeny ze Starego Sadu znanej również jako Dziewczę z sadu. Mowa tu o wydaniu Wydawnictwa Literackiego z Kolekcji z Zielonego Wzgórza, której szczęśliwym posiadaczem jestem, i szczerze polecam zarówno od strony graficznej, jak i – to przecież oczywiste! – jeśli chodzi o wnętrze ;)
Okładkowo na równi z nią plasuje się również powieść jednotomowa, którą wszyscy powinni dobrze znać, mianowicie Błękitny Zamek. Cóż tu więcej mówić – piękne od zewnątrz i wewnątrz!

montgomery_kilmeny.jpg                              montgomery_blekitny_zamek.JPG

Najbrzydsza okładka pojedynczej książki

Tutaj nie miałam zbyt dużych wątpliwości, bo tylko kiedy spojrzałam na tę okładkę po raz pierwszy, wzbudziła we mnie obrzydzenie… Chodzi o Janę ze Wzgórza Latarni w wydaniu Naszej Księgarni (Słowacki-po-raz-kolejny!). Wiem, że to pewnie kwestia tego, że książka ta wydana została de facto dawno temu, lecz zapewne nikt by teraz takiej książki nie kupił. Włączając mnie – gdybym oczywiście nie znała Montgomery, bo powieść sama w sobie jest świetna!

janazewzgorzalatarni.jpg

Najładniejsze okładki serii

Tu najpierw znowu chciałam zamieścić serię okładek z Kolekcji z Zielonego Wzgórza z sagi (jeśli tak to można nazwać – nie wiem, po prostu staram się zapobiegać powtórzeniom ;)) o Ani. Stwierdziłam jednak, że Ania jeszcze się tu na pewno pojawi, więc ustąpiłam miejsca serii o Emilce, również w wydaniu z Kolekcji. Chyba nic więcej nie muszę mówić, książki są po prostu cudowne pod wieloma względami ;)

Najbrzydsze okładki serii

Tu nie miałam najmniejszych wątpliwości. Seria o Ani Wydawnictwa Algo. Po prostu okropne, jak tak można?!… Dobrze, że znalazłam tylko te kilka okładek, a nie wszystkie, bo nie wiem, co bym zrobiła, widząc całą serię tak potwornie, szkaradnie opatrzoną. Brak mi słów… :(

Okładka zapadająca w pamięć

Po takim przeżyciu (punkt wyżej :/) czas na coś zapierającego dech w piersiach! Nad tym pytaniem też zastanawiałam się tylko przez chwilkę. Wiem tylko, że to anglojęzyczne wydanie, ale kiedy tylko ujrzałam tę okładkę, zakochałam się po uszy i od razu zapisałam na komputerze. I wreszcie nadarza się okazja, aby Wam ją pokazać :D <3

Anne of Green Gables.jpg

Strony białe czy żółte?

Uwielbiam stare, pożółkłe strony. Kocham ich zapach. Kiedy czytam tekst z takiej strony, czuję książkę, utożsamiam się z nią, nie potrafię wręcz wyrwać się ze świata w niej przedstawionego. (Jeśli nie rozumiesz – nie przejmuj się, nie potrafię dokładnie opisać tego, co czuję, i ma to w sumie swoją jasną stronę: lubię czasem coś zatrzymać dla siebie, ale czasem jestem zbyt otwarta).

Strony cienkie czy grube?

Zdecydowanie cienkie, albo coś pomiędzy. Nie znoszę grubych stron, a zwłaszcza, kiedy są takie jakby „nalakierowane”? Chyba wiecie, o co mi chodzi. Mam takie osobiste odczucie, że książka z cienkimi stronicami jest delikatniejsza i potrzebuje lepszej opieki i szacunku. Wtedy naprawdę traktuję ją jak najświętszy skarb. Oczywiście traktuję tak każdą książkę, lecz taka z pożółkłymi, cienkimi stronami sprawia, że lepiej to czuję.

Okładka miękka czy twarda?

Ooooo, miękka. Nie lubię, czasem aż nie znoszę twardych okładek. A jeszcze jak jest taka matowa w dotyku, że aż nie możesz oderwać palców, to już w ogóle, mmmm, niebo :D

Najlepsze wydawnictwo (pod względem wyglądu książek)

Pozwólcie, że wypiszę to w punktach, dodając książki, których okładki baaardzo mi się podobają (większości niestety nie miałam zaszczytu poznać od wewnątrz:()
1. Wydawnictwo LiterackieKolekcja z Zielonego Wzgórza, Wszechświat kontra Alex Woods, Lustrzany Świat Melody Black
2. ZnakGniazdo, Noc Ognia
3. Media RodzinaSilver. Pierwsza Księga Snów (i kolejne części), Harry Potter – cała seria w najnowszym wydaniu, Osobliwy Dom Pani Peregrine (oraz kolejne części cyklu)
4. Wydawnictwo OtwarteDotyk Julii (i kolejne części), Never Never, Początek wszystkiego

Nie są one poukładane w jakimś rankingu od najlepszego itd, tylko po prostu chciałam to poukładać tak, aby miało jakikolwiek sens ;P


 

No i koniec. Szybko poszło. No, tylko układanie tych wydawnictw było trochę czasochłonne i chyba najbardziej męczące (chociaż całokształt był bardzo przyjemny i nieźle się bawiłam) ;)
No cóż, wszystko, co miałam powiedzieć, zamieściłam od razu na wstępie. To naprawdę nie moja wina, najchętniej pisałabym codziennie, nie miejcie mi tego za złe! Spróbuję coś jeszcze naskrobać, lecz nie obiecuję, że pojawi się to przed moim powrotem do domu (17 sierpnia). W dodatku wtedy będę miała po dwunastu latach życia własny pokój [!!!!!!!!!], własny cichy kąt, własne jasne ściany (koloru pożółkłych stron, tylko trochę jaśniejsze), własna wykładzina, własna biblioteczka, obok której nie będzie już stał regał z zabawkami brata, własne łóżko wyścielone pościelą w kwiaty i obsypane milionem miękkich jak pióra poduszek… No i własne duże (wreszcie duże!!!) biurko, na którym postawię komputer i zabiorę się za pisanie kolejnego posta…

I nowa szkoła. Nowe cudowne miejsce, ze wspaniałymi ludźmi. Siódma „c” – czy to nie brzmi pięknie? Aktualnie jestem w „transie poobozowym”, który będzie się chyba ciągnął przez całe moje życie. Ujrzałam milion (kocham to słowo, a Wy?) różnic pomiędzy Tu, a Tam, przeżyłam ogromną refleksję, mimowolnie przeprowadziłam retrospekcję… Ale nie chcę się dzielić wszystkimi moimi odczuciami na ten temat tak bardzo publicznie. Chcę to zostawić dla siebie, ta zmiana wniosła dużo w moje życie, bezpośrednio we mnie, i mnie ukształtowała. Jestem z tego dumna.
Wiem, że nowa szkoła będzie wspaniała, cudowna i niesamowita. Siódma „c” – czy to nie brzmi pięknie? Wiem, powtarzam się, wiem, że dokładnie to samo powiedziałam parę linijek wcześniej. Ale jestem tak podekscytowana!! Wiem, że poznam wspaniałych, cudownych i niesamowitych ludzi z pasją, kochających to, co robią i naprawdę w tym dobrych. I co najważniejsze – ludzi o podobnych zainteresowaniach. Przyszłoroczna siódma „c” bowiem będzie klasą anglojęzyczną, więc, jak łatwo się domyślić, jej członkowie na pewno będą uwielbiali czytać! Wreszcie będę miała z kim w stu procentach poważnie porozmawiać, a może wręcz podyskutować (to słowo zawsze miało dla mnie taki donośny, poważny wydźwięk i zawsze wywierało we mnie ogromne emocje, a w Was?) o książkach, a nie tak, jak było to dawniej:
– Cześć, co czytasz?
– Ooo, cześć, co tam? Jak cudownie, też kochasz czytać? Słuchaj, to…
– Ta książka jest głupia.
Tak, nie mylę Was, jeszcze zanim zdołałam wypowiedzieć tytuł, tamta osoba mi przerywała, zamykając mi książkę na kolanach, mówiąc, że jest głupia. Taka sytuacja naprawdę miała miejsce. Dokładnie pamiętam, luty 2016, rano, w przerwie przed angielskim o 7:45, oparta o ścianę przed trzydziestką trójką, czytałam Klątwę Złotego Smoka. Dokładnie tak mi zrobiła Anka. Nie Ania, Anka. Ta dziewczyna nie zasługiwała na takie piękne imię.
A tu mam pewność, że znajdę osoby, z którymi będę dzieliła jedną z moich pasji i codziennie na przerwach będziemy prowadzili żywe dyskusje o Harrym Potterze, Johnie Greenie czy nowościach wydawniczych… Czy ta wizja nie jest cudownie pociągająca?
I może trafi się ktoś kochający Anię?…
Żywię nieśmiałą nadzieję, ze spotkam tam też prawdziwą bratnią duszę, przyjaciółkę lub przyjaciela od serca, na zawsze. Ostatnio z własnej woli pochowałam na wieki „przyjaźń” moją i Julki. Dzięki tym dwóm tygodniom zobaczyłam i zrozumiałam, jak mnie traktowała, kim wobec mnie była, a tydzień temu tylko się to potwierdziło. Tak, zostałam zraniona. Lecz rana jakimś dziwnym trafem nie w ogóle boli. Bardziej ubolewam nad tym, do czego ten świat zmierza, w jakim kierunku podążamy, idąc szlakiem tylko naszych przyjemności, patrząc tylko na tą złotą ścieżkę własnych intencji, w ogóle nie patrząc na innych. Czy to nie przerażające, że ktoś wydaje się nam być naszą prawdziwą pokrewną duszą, a później okazuje się, że jest zwykłym pasożytem żerującym na nasze uczucia i zgrywającym przyjaciela, grając na miarę DiCaprio?

Jeszcze nigdy nie cieszyłam się tak na powrót do szkoły, jeszcze nigdy tak nie wyczekiwałam września! Osoby usposobieniem podobne do mnie… Nie szkoła osiedlowa, tylko szkoła w centrum… O Boże i jeszcze tramwaje! Codziennie będę jeździła kilka kilometrów tramwajem, czy to nie cudowne? Sama z książką, muzyką i przesuwającym się widokiem z oknem!!… Co prawda miasto nie jest najbardziej urokliwe, lecz przy książce i muzyce wszystko staje się piękniejsze i jest więcej miejsca dla wyobraźni! Podczas tych podróży będę mogła czytać, słuchać muzyki, pisać, rysować, wyobrażać sobie, kim są ludzie naokoło mnie – a to wręcz uwielbiam!, czego dusza zapragnie! Ach, moje serce skacze z radości na myśl, że wkraczam na nowy poziom, na myśl, że poszerzają mi się horyzonty i wszystko staje się jaśniejsze i piękniejsze. Chociaż wiem, że będzie trudno.

Ujrzałam, jak bardzo rozgałęzione są ludzkie drogi, jak ludzie, którzy przez połowę swojego życia chodzili do jednej klasy rozchodzą się w zupełnie inne kierunki. Ja teraz wchodzę na bezkresną pustynię, jestem zupełnie sama, chociaż wiem, że gdzieś tam, czekają na mnie ludzie chociaż w najmniejszym stopniu tacy jak ja. To ode mnie zależy, czy moja pustynia rozkwitnie, czyniąc moją ścieżkę jeszcze piękniejszą.

Reklamy

One thought on “Książkowa sztuka – wersja Aniowa

  1. Ulalucja pisze:

    Jak pewnie się domyślacie, z tej euforii mogłabym tak jeszcze pisać wiekami, że wyszłaby z tego wkrótce jakaś trylogia, więc po prostu przełamałam się i urwałam w miejscu, które wydawało mi się w miarę odpowiednie ;P
    To tak w ramach małego wyjaśnienia, czemu to tak bez pożegnania, hehe :P

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s