Ania zawsze jest Anią

Nie wiem, od czego mam zacząć. Właśnie przeżyłam coś wprost niesamowitego, i zapomniałam, co miałam powiedzieć i nie wiem, jak dokończyć to zdanie. :P
Już Wam mówię, co takiego się wydarzyło.

Ania zawsze jest Anią – tak brzmi „podtytuł” tego bloga. Każdy chyba mniej więcej wie o co mi chodziło, kiedy pisałam tam te słowa (a na pewno łatwiej jest to zrozumieć, patrząc na Anie – każdą z innego filmu). Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, o co chodzi, tłumaczę to teraz:
Ania zawsze jest Anią – w tych słowach, wydaje mi się, że pokazałam samej sobie to, czego strasznie się wypierałam i aż omijałam to szerooookim łukiem, byleby tylko nie zmienić zdania. Wpoiłam sobie, że tylko wersja filmu z 1985 roku jest słuszna, że tylko tam jest prawdziwa Ania. To na widok tego filmu, tych aktorów, tej muzyki moje serce wznosiło się i wstrzymywałam oddech. Powiem tak: myliłam się. Po obejrzeniu trailerów nowego serialu Netflixa i produkcji z Ellą Ballentine w roli Ani, całkowicie zmieniłam zdanie (tzn, co do Elli ciągle nie jestem w 100% przychylnie nastawiona – wydaje mi się zbyt… wyzywająca na twarzy [?]). A to, co wydarzyło się przedwczoraj i wczoraj, tylko utwierdziło mnie w tym przekonaniu.
I tu dochodzimy do kolejnego etapu tej historii.

Przedwczoraj wieczorem, kiedy postanowiłam, że wezmę sobie małą przerwę w pisaniu, wpisałam w cda takie oto słowa: Ania z Zielonego Wzgórza Nowy Początek. Od dawna chciałam zobaczyć ten film, a że tego samego dnia, tylko trochę wcześniej, przeczytałam o nim dużo niezbyt chwalebnych opinii, postanowiłam przekonać się na własnej skórze, czy ten oto twór rzeczywiście nie jest wart poświęcania na niego czasu.

Zamiast Nowego Początku jednak, ukazały mi się wszystkie odcinki najnowszego serialu Netflixa, Anne with An E! Od dawna, bardzo, bardzo dawna chciałam zobaczyć choć jeden jego odcinek, rozpaczałam, że nie mam Nelflixa, a tu w zupełnie zwyczajny wieczór, zupełnie bez zapowiedzi (do tego po polsku)… :D

Anne-with-an-E-poster

Tak więc przedwczoraj wieczorkiem w przerwie od pisania postanowiłam obejrzeć pięć min pierwszego odcinka (który w sumie ma 1,5 godziny), lecz te pięć minut magicznie zamieniły się w czterdzieści pięć… Myślę, że to zdanie mówi dosłownie wszystko ;)
A jeszcze dodam, że przerwać było mi niezwykle trudno, co również mimo wszystko jest powodem do radości :) Wczoraj dokończyłam i, z ręką na sercu – jestem w głębokim transie.

Już sam trailer, jak wcześniej wspomniałam, zupełnie mnie zauroczył. Był pełen takiej… miłości, radości, aż oglądając miałam ciarki na plecach. Od razu poczułam to aniowe ciepło, za którym tak przez szkołę i mój mały „kryzys” potwornie tęskniłam!…

I rzeczywiście, w najmniejszym stopniu się na tym nie zawiodłam. Ten film jest ukojeniem dla duszy, nawet jeśli owa dusza nie cierpi ani nie jest smutna. Po prostu w tym filmie nie da się nie zakochać!

maxresdefault

anne_textless_007_home

IF_CBC-Anne2-640x360

wycinki z intra

Co prawda odskakuje trochę od książki – czasem nawet bardzo, ale te odskoki od pierwotnej historii są tak skonstruowane, że lepiej poznajemy to, co jest w tej prosukcji najważniejsze – Anię. Nie bez powodu przecież serial nazywa się Anne with An „E” ;)
Np. flashbacki z czasów państwa Hammond i z sierocińca. Pojawiają się nagle, strasznie przerażają – ale są do bólu prawdziwe i sprawiają, że w sercu człowieka pojawia się taka dziura. Nie wiem, jak to inaczej opisać. Doszczętnie poruszają i od razu jeszcze bardziej kochasz Anię. Utożsamiasz się z nią tak bardzo, że nią jesteś.

Szczerze przyznam, że przed obejrzeniem trailera bałam się strasznie, że Amybeth McNulty  nie podoła temu wyzwaniu i Anię… zepsuje. Tutaj też się potwornie myliłam. Amybeth doskonale, wręcz idealnie wcieliła się w Anię i uczyniła ją właśnie prawdziwą.
Chyba warte nadmienienia jest, że ta piętnastoletnia aktorka przeczytała wszystkie części Ani w wieku dziewięciu lat :D
Naprawdę spotkałam tutaj moją ukochaną, energiczną, wybuchową, wrażliwą i obdarzoną wielką wyobraźnią Anię, wręcz się zakochałam w tej jej wersji,i to się ceni! ;)

natemat.pl pisze:
Koprodukcja Netflixa i stacji CBC w o wiele większym stopniu niż dotychczas nawiązywać będzie do smutnych doświadczeń pisarki. Zabraknie więc znanej z wcześniejszych produkcji naiwnej bajkowości, możemy spodziewać się też więcej wątków dramatycznych – słowem, opowieść zostanie przystosowana do preferencji współczesnego, dorosłego widza. Twórcy zapewniają jednak, że wciąż będzie to ta sama, tryskająca energią bohaterka, którą wielu z nas poznało w dzieciństwie. 

Niemal zgadzam się z tą opinią. Jedyne, co mi przeszkadza, to ta część zdania: opowieść zostanie przystosowana do preferencji współczesnego, dorosłego widza. Z tym akurat się nie zgadzam. Fakt, że produkcja przypadnie do gustu praktycznie każdemu dorosłemu, ale według mnie takie pokazywanie ciężkiej przeszłości Ani i dzięki temu lepsze utożsamienie się z nią potrzebne jest teraz dzieciom i nastolatkom. Bo, żal mi to przyznać, ale nie są zbyt przychylnie do Ani nastawieni. Myślę, że młody odbiorca potrzebuje, wręcz musi bliżej poznać główną bohaterkę – również od tej nie wypełnionej promieniami słońca strony – aby bardziej się z nią zżyć i zrozumieć. Dokładnie, zrozumieć. Nie każdy w końcu używa kwiecistego słownictwa i ma taką wyobraźnię, więc taka osoba uznawana jest za dziwaka. A zwłaszcza, jeśli patrzy się z perspektywy kogoś z naszego pokolenia, które żyje Marvelami, Spidermanami i innymi tego pokroju. To też jest prawo czasu, ale warto czasem poznać coś zgoła innego i zobaczyć, że to też jest coś niesamowitego, wciągającego i jak najbardziej godnego uwagi, nie?

Myślę, że w tym utożsamianiu się pomaga również to, że jest to serial, a nie zwykły około dwugodzinny film. W ten sposób dłużej przebywamy z Anią i lepiej ją też poznajemy.

A jeszcze wracając do tytuły serialu, Anne With An „E”, myślę, że wcale nie został nadany przypadkowo. Produkcja ta, jak już mówiłam, stawia duży fokus na życie i osobowość Ani, to ona jest tutaj najważniejsza. Nawet od samej historii. Tzn, całość opiera się oczywiście na głównym wątku, takim samym jak w powieści, ale reszta historii jest prawie zupełnie inna (np. odcinek pierwszy kończy się zupełnie inaczej, niż którykolwiek moment w książce). Nie pamiętam, czy to mówiłam, ale jest zmieniona w taki sposób, że dzięki tym zmianom – nawet najmniejszym – bardziej poznajemy Anię.
I myślę, że to właśnie dlatego produkcja nosi taki a nie inny tytuł. Ania, nie Anna – bo tak Ania chciała być nazywana, nie znosiła, jak zmieniało się formę jej imienia na np. Andzia.

keep calm and add the e
quote-anne-shirley-anne-with-an-e-lucy-maud-montgomery-40-8-0822

Co do zmian, to już w pierwszym odcinku (przypominam, że tylko ten na razie zdołałam obejrzeć ;)) pojawia się nowa postać, Jerry, chłopak do pomocy. Na razie dużo w związku z nim się nie wydarzyło, ale w dalszych odcinkach będzie zapewne odgrywał sporą rolę.

Jerry

Jerry

Netflixowa Maryla wręcz mnie zachwyciła (mówiłam, Słowacki normalnie ;P). Jest, co prawda, surowa – no, taka… po prostu Marylowa – , ale w rewelacyjny sposób pokazane tu jest, jak zmienia się jej zdanie co do Ani, czy ją zatrzymać, czy odesłać. Działa to w taki sposób, że sami nie wiemy, czego chcemy. Z jednej strony bardzo pragniemy, aby Ania została i jesteśmy lekko „fochnięci” na Marylę, a z drugiej sami momentami nie wiemy, co sądzić. Szczerze mówiąc, bardzo przypomina ona Marylę w wykonaniu Colleen Dewhurst, która – co naprawdę napawa dumą, a przynajmniej mnie, bo uważam, ze bardzo na to zasłużyła – dostała za tą rolę nominację do Oscara :)
Wydaje mi się jednak, że w tym wszystkim zbyt dużą siłę decyzji jak na Mateusza Mateusz posiada. Jest on trochę śmielszy i bardziej rozmowny, niż zapamiętaliśmy (a przynajmniej ja zapamiętałam) z książki, czy z filmu Sullivana (który już nie uważam za wzorcowy – chociaż mam do niego ogromny sentyment -, ale jestem do niego bardzo przyzwyczajona). Ale i tak Mateusz z tej wersji ma w sobie coś, co do niego przyciąga, temu zaprzeczyć się nie da ;)

ANNE_101_Day5_0641.nef

Maryla

Anne_101_day19_IF_0397.jpg

Mateusz

Pani Linde, szczerze powiedziawszy, niezbyt przypadła mi do gustu. Z wyglądu przypomina mi ona trochę trolla (z całym uszanowaniem, trolle są naprawdę fajne :P). Chodzi mi o to, że jest trochę zbyt przekoloryzowana?… Nie wiem, jak to określić. Wydaje mi się, że zbyt podkoloryzowano jej plotkarstwo i uszczypliwość – że aż stała się takim niezbyt przyjemnym gnomem, a przynajmniej ja mam takie odczucie… A może to w sumie trochę i dobrze?.. Zresztą, sami oceńcie ;)

To, co wiem na pewno, to to, że scena pierwszego spotkania Małgorzaty i Ani, jest wręcz rewelacyjna. A zwłaszcza to, co stało się potem – jak Ania wybiegła i popędziła przez kwieciste łąki pod deszczowym niebem aż do czerwonego klifu i szafirowego morza. Po prostu świetne!! Mogałbym tą scenę oglądać w kółko, w kółko i jeszcze raz w kółko :D Tutaj też świetnie pokazane są emocje Ani , a to w tym serialu wręcz ubóstwiam!:)

Małgorzata Lynde

Małgorzata Linde

O jeku, składam wielkie gratulacje wszystkim, którzy tu dotarli. Wiem, że jest już tego strasznie dużo, w tym momencie prawie 1400 słów, ale nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o Dianie, która też nie tutaj zachwyciła.
Diana wygląda, co prawda, bardziej… współcześnie? nowocześnie? Ehh, znowu brakuje mi słowa ;P (Mickiewicz, pomóż! xD) Ale i tak uważam, że jest świetna! Tzn, w pierwszym odcinku jest jej niewiele, przyznaję, ale już odczuwam coś w stylu: omg, ja muszę ją poznać!
Bardzo fajnie pokazano tu jej delikatność i dobre maniery. Sprawia wrażenie nieśmiałej, lecz gdzieś tam głęboko wiesz, że jest barwną, serdeczną i otwartą osobą ;)

anneanddianatumblr_opqwpc3MXF1snyyg3o1_1280

Ania i Diana z tego serialu świetnie do siebie pasują, nie sądzicie? Patrzysz na nie i od razu wiesz, że to przyjaciółki od serca.

W pierwszym odcinku nie pojawia się Gilbert, co wprowadziło mnie w ogromną ciekawość, bo w końcu to bardzo ważna postać, no nie? ;)

Skracając wszystko do jednego zdania (co w przypadku tego filmu jest bardzo niewdzięczne, nawet gdyby to zdanie było najpiękniej sformułowanym i wyrażonym zdaniem na świecie), ten serial po prostu chwyta za serce i nie chce puścić, powinna być uchwalona taka lista filmów i seriali obowiązkowych do obejrzenia, mogę się założyć, że Anne With An „E” byłby w czołówce! 

Ale dalej, kiedy patrzę na np. to zdjęcie, czuję w sercu ogromny sentyment i szacunek:

abc86-megan2banne

To w końcu ten film przekonał mnie, że filmy na podstawie powieści mogą być naprawdę cudowne, to tą produkcję pokochałam jako pierwszą i na zawsze pozostanie w moim sercu w honorowym miejscu. 
Ale jest mi przykro, że do nowego podchodziłam tak sceptycznie. To nauczyło mnie, że nie można niczego brać na nie, zanim się tego nie zobaczy. Świat potrafi zaskakiwać, i nie należy niczego omijać chociażby najwęższym łukiem. No, chyba, że chce się, aby coś niezwykłego nas ominęło ;)
Teraz jak patrzę na te dwie produkcje, dochodzę do wniosku, że to niesamowite, jak inaczej i pod jak różnymi kątami można przedstawić tą samą historię. Obie są zupełnie inne, ale obie mają prawdziwą Anię, a to ją pokochałam na samym początku.
Krótko mówiąc:
nowe = świeższe, ciekawsze
starsze = sentymentalne, i kiedy oglądasz, łzy same ci się leją po policzkach
Ta powieść naprawdę ma w sobie coś niezwykłego – do dzisiaj ma miłośników na całym świecie, do dzisiaj nagrywane są na jej podstawie filmy i do dzisiaj jest ona lekturą.
I myślę, że kiedyś Ania, nie Anna, stanie się tym starym, sentymentalnym filmem, do którego będzie się wracało z łzami w oczach :)

O Boże, czas już kończyć, chociaż, jak chyba sami widzicie, mogłabym o tym serialu gadać dniami i nocami :P
Liczę, że powiecie mi, co sądzicie Wy, i jak Wy odebraliście ten film. A jeśli jeszcze go nie widzieliście, tutaj wstawiam Wam link: pierwszy odcinek
Wybaczcie, że tak długo mnie nie było. Zaczęły się wakacje i teoretycznie powinnam mieć więcej czasu (i tak było), ale wspomniana w poprzednim poście Julka wyjechała na cały miesiąc i w ogóle nie miałam nastroju na pisanie. Miesiąc to w końcu strasznie dużo, jeśli chodzi o rozstanie przyjaciółek od serca, które praktycznie cały rok codziennie się spotykały… Ale parę dni temu poprawił mi się humor, kiedy zaczęłam Wielkie Odliczanie do obozu (cztery, trzy, dwa, jeden dzień :D), a do tego natrafiłam na Anne… :)) No, mam nadzieję, że post zawierający ponad 1900 słów, post taki (mam nadzieję) ciekawy i, dla mnie, osobiście, ważny, wynagrodził Wam chociaż w pewnym stopniu tę kolejną długą przerwę.

Dobra, dobra, dosyć gadania, bo przekroczę 2000… ;P
Zatem do zobaczenia za około dwa tygodnie!! :D

Reklamy

One thought on “Ania zawsze jest Anią

  1. zuzia pisze:

    Dzień dobry!
    Ulo! Myślę, że z Anią jest tak, że ona w sercu każdego człowieka jest inna. Każdy ma swoją Anię. Amybeth McNulty gra fantastycznie, może jest nawet najlepszą z dotychczasowych? Ale mimo, że jestem zachwycona jej grą, to czuję, że nie jest to moja Ania. Jak dla mnie zbyt ją rozhisteryzowali, pozbawili optymizmu. Ale każdy, podkreślam każdy, aktor w tym serialu jest wspaniały. Nie wiem jak im się udało. A Ruby Gillis? Ona jest nieziemska, Diana tak samo, Gilbert także (jak on na nią patrzył!), o Maryli to nawet nie wspomnę. Te krajobrazy. I urocza czołówka.
    Ale przyznać muszę, że te zmiany momentami drażniły, tzn. w późniejszych odcinkach (koniec ostatniego to mnie wkurzył! z kolei pewna scena z piątego mnie zażenowała). Przeczytałam gdzieś, że skoro chcieli pokazać ciemniejszą stronę tej historii, mogli czerpać z książki, bo wiele jest tam tego, a nie musieli wymyślać.
    I choć jest wiele rzeczy, do których mogłabym się przeczepić, to masz racje- on chwyta za serce. Obejrzałam go już trzy razy!:) I chyba podobnie jak Ty jestem zakochana, z tymże ja cały czas kocham także ekranizację Sullivana.
    Szkoda, że się skończył…
    Kończę już, bo się rozpisałam! Jak obejrzysz cały, to daj znać, co?
    Uściski!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s